Zdrowa w chorobie (2): psychologia pozytywna

Cykl "Zdrowa w chorobie" dedykuję wszystkim osobom, które, jak ja, czują, że mogą funkcjonować lepiej mimo trudnej, nawet nieuleczalnej, choroby.

Czy w chorobie można być zdrowym? Psychologia pozytywna (i WHO) mówią, że tak!

– Stan pacjenta? 

– Dobry.

Stoję z Marylą na zapleczu konferencji medycznej w Warszawie (to było jeszcze przed COVIDEM ale tę scenę mam wciąż żywo przed oczami, więc opowiem ją w czasie teraźniejszym, odtwarzając). Wysoki sufit, ostygła kawa, pogłos. Maryla, super-empatyczna młoda lekarka, oszczędnie gestykulując opowiada swoją historię ze stażu na onkologii. Jako studentka uczyła się oceniać stan pacjenta. Chłopak, do którego ją wysłano,  był fizycznie bardzo słaby, rozległe przerzuty, siły na wyczerpaniu. Maryla poza oceną medyczną, znalazła jednak chwilę, by z nim porozmawiać. Po wizycie u chorego powiedziała opiekunce stażu: “stan pacjenta – dobry”. Lekarka otworzyła szeroko oczy. Jako to? Umierający pacjent – w stanie dobrym?  O mały włos nie wyrzucono Maryli ze szpitala. Ta diagnoza prawie złamała jej przyszłość w medycynie! 

“Ale dlaczego tak powiedziałaś?” – pytam.

“Wiesz, chłopak dobrze sobie radził. Był umierający, nie było już dla niego leczenia, ale on zdawał sobie z tego sprawę, przyjmował to, był gotowy. Uznałam, że to jest teraz najważniejsze – jak on radzi sobie z wiedzą, że jest w tak ciężkim stanie. Psychicznie był bardzo mocny.” – odpowiada Maryla (moja parafraza jej słów, imię zmienione).

Nie dziwię się opiekunce stażu. Medycyna tego nie mieści: siła psychiczna?, wzrost po traumie?, akceptacja? – medycyna ma narzędzia, by opisać chorobę, ale nie to, co ona robi z człowiekiem. Nie tylko zresztą medycyna, cała tradycyjna psychologia nie miała narzędzi, by opisać dobre funkcjonowanie człowieka. Przez lata psychologia zajmowała się patologią: brakiem, zaburzeniem, cierpieniem. Tym, co jest na minusie, a nie na plusie w spektrum ludzkich doświadczeń.

To, co na plusie dopiero od bardzo niedawna próbuje uchwycić nowy nurt badań – psychologia pozytywna. 

Człowiek chce więcej, niż złagodzenia cierpienia

Psychologia pozytywna pojawiła się w okolicach 2000 roku jako krytyka, bunt, niezgoda na to, żeby psychologowie zajmowali się tylko patologią. Zwróciła uwagę naukowców od psychiki na to, że samo złagodzenie cierpienia, to za mało, że psychologia może też dawać narzędzia do rozkwitu (flourishing). W czym się specjalizuje ten nurt? Bada to, co pozytywne w człowieku: jego siły, zasoby, źródła motywacji i wytrzymałość. Skupia się na zmierzeniu tego, co pomaga człowiekowi wzrastać mimo przeciwności, co decyduje o tym, że jest on spełniony, twórczy, pomocny. W skrócie – interesuje się tym, „co sprawia, że życie warte jest życia” (także w chorobie) – jak mówi jej główny twórca, Martin Seligman. Kluczowy termin to “dobrostan” (well-being), a jego miernikiem jest osobisty rozkwit (życie pełnią życia).

Obecnie – choć sama nierzadko poddawana krytyce – psychologia pozytywna stała się częścią głównego nurtu psychologii, a także – co mnie dość uwiera – kultury popularnej. Czuję zażenowanie, gdy widzę kolejną publikację samozwańczego coacha bez wykształcenia, który chce mi mówić, jak żyć, nie rozumiem, dlaczego korporacje płacą słono sportowcom za mowy motywacyjne i nie znoszę hasła “myśl pozytywnie”.  Drażni mnie ten zwulgaryzowany, uproszczony przekaz.  Ale czy PP ma mi coś więcej do zaoferowania, niż banały? 

“Myśl pozytywnie”? Odmawiam

Słowo “pozytywny” kojarzy mi się raczej źle – głównie z pozytywnym wynikiem na obecność przeciwciał, świadczących o przebytym COVID19.  Ale dlaczego nie lubię też hasła “myśl pozytywnie”? Bo brzmi jakoś tak kłamliwie. Jakby ktoś mnie namawiał, żebym oszukiwała samą siebie. Czy o to tu chodzi? Nie do końca.

Zestawiam dwa monologi wewnętrzne, zwróć uwagę na różnice:

“Złamałam nogę. Co tam, to w sumie fajne, nowe doświadczenie, nigdy nie zwiedzałam ortopedii, ahoj przygodo!” – tak mógłby wyglądać monolog kłamliwie pozytywny.

Złamałam nogę, boli i ogólnie słabo, może będę miała gips, a tu idą wakacje, a niech to. Ale dam sobie z tym radę, bo przecież mogę liczyć na koleżankę, która ugotuje mi zupę i w ogóle jestem dzielna, …. Chociaż boli jednak.” – to monolog bardziej zgodny z nurtem psychologii pozytywnej: nie chodzi o zakłamanie faktów, ale o rozszerzenie perspektywy w ich interpretacji. 

Psycholodzy pozytywni to nie są ludzie, którzy każą Ci założyć różowe okulary, poklepią po plecach i powiedzą “wszystko będzie dobrze”. To ludzie, którzy powiedzą raczej, na przykład: “wzbudzanie pozytywnych emocji to mechanizm, który pomaga niektórym osobom w czasie trudnych doświadczeń – może warto się go nauczyć.” Odstawmy więc na półkę (w sklepie) łatwe poradniki o tym,  jak pozytywne myślenie leczy z depresji, napisane przez znaną podróżniczkę i sięgnijmy do źródła. 

Dobrostan

Kluczowy pomysł psychologii pozytywnej – i hasło kluczowe dla prężnie rozwijającego się segmentu rynku – to well-being, czyli dobrostan. To sposób Martina Seligmana na zdefiniowanie życia pełnią życia przy pomocy pięciu elementów (łącznie nazywanych PERMA – akronim angielskich nazw):

1. Pozytywne emocje (Positive emotions) -> żeby była jasność: nie jest to żaden postulat usunięcia “negatywnych” emocji z życia, chodzi o dążenie do pewnej szczególnej równowagi pomiędzy jednymi i drugimi, jak opisała to Barbara Fredrickson na podstawie swoich badań osób chorujących na AIDS i ich opiekunów (o czym na pewno napiszę jeszcze kiedyś).

2. Pochłonięcie (Engagement) -> możesz kojarzyć pojęcie “flow”, czyli opisywany przez psychologa o najtrudniejszym do wymówienia nazwisku: Mihaly Csikszentmihalyi, stan, w którym człowiek tak jest zajęty pracą, że traci poczucie czasu i doświadcza spełnienia.

3. Związki z innymi (Positive relations) -> obszar też dobrze przebadany w psychologii, na pewno będą tu nowe ciekawe badania z czasów pandemii.

4. Sens (Meaning) -> tu akurat nie znam badań, będę musiała się dowiedzieć więcej.

5. Osiągnięcia (Accomplishment), czyli dążenie do sukcesu czy mistrzostwa -> tu chyba najciekawsze dla mnie badania Angeli Duckworth nad grit czyli “hartem, wytrwałością”. 

Każdy z tych punktów poprowadzi mnie w moich dalszych poszukiwaniach i eksperymentach, ale cały model zupełnie mnie nie przekonuje. Gdzie miejsce na fizyczne funkcjonowanie? Na chorobę? Na równowagę hormonalną? Na ból, zmęczenie, senność? Ten model nie wystarczy mi do opisu funkcjonowania w chorobie. Szukam dalej. I znajduję!

Zdrowie pozytywne

Ten sam Martin Seligman zaproponował inny termin, który bardzo mi się podoba, bo jest przydatny w chorobie: zdrowie pozytywne. Jest to coś więcej niż tylko brak objawów zaburzeń. I coś pełniejszego, niż dobrostan. Opisać je można przez trzy wymiary: subiektywny, biologiczny i funkcjonalny. Przytaczam za Joanną Miniszewską (Bycie z chorobą, 2019):

Wymiar subiektywny:

a) poczucie pozytywnego samopoczucia fizycznego, poczucie witalności,

wigoru, energii (w przeciwieństwie do poczucia słabego zdrowia, bycia

podatnym na choroby czy przeżywania lęków o zdrowie);

b) brak dokuczliwych symptomów;

c) poczucie wytrzymałości, odporności i pewności własnego ciała (confidence about one’s body);

d) wewnętrzne umiejscowienie kontroli zdrowia;

e) optymizm;

f) wysoka satysfakcja z życia;

g) pozytywne emocje, niewielkie i adekwatne do sytuacji nasilenie emocji negatywnych, silne poczucie zaangażowania i sensu.

Wymiar biologiczny:

dotyczy fizjologicznych i anatomicznych aspektów funkcjonowania człowieka, zarówno tych ogólnych (BMI, ciśnienie krwi, temperatura ciała, puls itp.), jak i charakterystycznych dla określonych chorób (np. w cukrzycy poziom cukru we krwi, czynność nerek, ostrość widzenia itp.).

Wymiar funkcjonalny:

dotyczy stopnia, w jakim jednostka funkcjonuje. Ten wymiar zawiera dwa rodzaje danych:

  • laboratoryjne, czyli takie jak na przykład szybkość reakcji czy prędkość chodu, tolerancję wysiłku w chorobach serca, czucie w kończynach w cukrzycy, siłę chwytu w chorobach stawów 
  • tzw. dopasowanie człowiek – środowisko, będące optymalnym poziomem adaptacji między funkcjami ciała i pozytywnymi wymaganiami wynikającymi ze stylu życia danego człowieka. Tak rozumiana adaptacja wiąże się z brakiem przeszkód w realizowaniu zadań związanych z życiem rodzinnym, zawodowym, społecznym.

“Zdrowie pozytywne”, jak widzisz, to bardzo ciekawy pomysł. Człowiek nie jest wg Seligmana: albo chory albo zdrowy. Może być tak, że ktoś jest na minusie w wynikach laboratoryjnych, ale subiektywnie odczuwa dużą witalność (może być też zresztą odwrotnie, jak przy chorobach psychosomatycznych). Mogę być więc jednocześnie chora i zdrowa. Jestem po prostu gdzieś w drodze między jednym a drugim. Już widzisz dlaczego jest to dla mnie tak ważne? Bo daje narzędzia, żeby poszukiwać swojego zdrowia w chorobie. Żeby dać sobie nadzieję.

Interwencje pozytywne

Psychologia pozytywna jest dla mnie tak ważnym punktem odniesienia nie tylko dlatego, że wyznacza kierunki poszukiwań i w teorii opisuje “pełnię zdrowia”, ale, że chce, aby nauka była użyteczna. Stąd tak zwane “pozytywne interwencje”. Czyli proste ćwiczenia, zadania, które można zastosować w swoim życiu. Ich celem jest np. wyuczenie nowego sposobu oceniania swoich doświadczeń czy zmiana nawyków.

Przykłady takich interwencji to na przykład pisanie listów wdzięczności, skupianie się na osobistych siłach czy odtwarzanie pozytywnych doświadczeń z własnej przeszłości. 

Badania z wykorzystaniem tego typu interwencji są niezwykle obiecujące i będę szczegółowo pisać o wielu z nich. Ogólnie można powiedzieć, że meta-analizy (np. 39 badań z ponad 6 tys. uczestników w 2012 roku) pokazują, że psychologiczne interwencje poprawiają dobrostan i obniżają poziom depresji, nie tylko w trakcie stosowania, ale też nawet trzy do sześciu miesięcy później.

Jeśli korzystasz z różnych aplikacji zdrowotnych (ja korzystam), to łatwo zauważysz, że wiele z nich w swój program treningowy włącza ćwiczenia czy zadania oparte na wybranych interwencjach psychologicznych. Przykładowo dwie aplikacje, które wysoko cenię, czyli Headspace (aplikacja do mindfulness) i Woebot (bot-terapeuta łączący sztuczną inteligencję z psychologią poznawczo-behawioralną), proponują mi ćwiczenia, których skuteczność badają naukowcy z nurtu psychologii pozytywnej. Woebot np. uczy mnie czym jest growth mindset czyli “przekonanie o tym, że człowiek może wzrastać przez całe życie” (moje tłumaczenie) i jak je wcielić w swoje życie. W przypadku Headspace, właściwie cała aplikacja jest interwencją pozytywną w rozumieniu tego nurtu psychologii.

Zaczęłam mój cykl od przyjrzenia się z lotu ptaka psychologii pozytywnej, a teraz pora na wdrażanie konkretnych rozwiązań. W następnym odcinku: 

Źródła:

Joanna Miniszewska, Bycie z chorobą, Przystosowanie do wybranych przewlekłych chorób somatycznych z perspektywy psychologii poznawczej i koncepcji poznawczych, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2019

Seligman, Flourish

Trzebińska….

Fredricson, Positivity

Emma Young, Sane, How I shaped up my mind, improved my mental strength and found calm, Hodder & Stiughton, London 2015